Na brzegu wielkiej wody

Na brzegu wielkiej wody naszego znużenia
czekamy na znak aby oczy nam rozjaśnił
zachwytem i zarazem ogromną pokorą.

Czekanie w nas otwiera swoje ssące usta
ale nie jest już głodem i łagodnie ssie
w swe wnętrze w naszym wnętrzu melancholię zmierzchu.

Zanim znak się we wschodniej stronie nieba zjawi
świecąc zieloną łuną swych miedzianych tkanek
patrzymy jeszcze w wodę co przed nami leży.

Wzrokiem otworzyliśmy furtkę w jej powierzchni
skąd znów wychodzą krewni, ci, których od rana
kładliśmy w barkę co już ściekła z prądem, Ziemię.

I idą niosąc głowy w dłoniach, genitalia
na piersi jak ordery mają zawieszone.
Nasza Pani nam niesie swe wyssane łono.

Aż któryś z nas nareszcie pierwszy zamknie oczy
- zobaczy płomień znaku co przepala mózg.
Wodo, która nad nami zamkniesz ciche oko!