Nieznane plemię

Gdy wam o pewnym szczęściu opowiadam
szeptem oddechu w ciekłe ucho krwi
wy mi krwią na to wybuchacie z gardła
przepalonego przez połknięty list

łzy, który do was posyłają straże
najdalej naprzód wysunięte: ócz
czujki, które się nie zdążyły zaprzeć
w okopie powiek za zasłoną snu.

I krew się z tlenem wiąże w rdzawą rdzę
na czarnej skórze porośniętej mchem
zrogowaciałej umyślnie szczeciny.

Linneusz idzie pod prąd czasu, aby
znów się urodzić i między owady,
ryby i słowa wpisać wasze imię.