Bajka zimowego poranka

Pani Danucie Kiercowej

1

Raz klucz się śnił aż Księżyc zszedł i Odra krwi przed czasem
Wzruszyła kryształ morza. Ty - w swym śnie osobnym - spałeś.

2

Mój sprawdził się gdy nastał świt; lecz świat niecały: głuchy
Bez tego "a", któregoś już nie musiał we mnie budzić.

3

Śnieg sypał i - jak w zaspie - rósł strach: płaski, bez nadziei;
Nie wysoki lęk przed szczęściem, który aż wzrusza zenit.

4

Żal tylko przy mnie leżał; dzień topiłam w łzach na grochy,
Nie na perły je chowając w lagunie wspólnej kołdry.

5

W śnie ocean na odbicie swoje różowił przestwór.
Ja nie śmiałam myślą nawet pozdrowić córki ze snu

6

Kiedy tuląc twarz w poduszkę coraz to głębiej ciało
Przyszłości znów widziałam nie różowo, ale biało.

7

I znów mi pozostała ta jedyna pewność: smutna
Radość, że śpisz, więc wolno Cię kochać jak gdybyś umarł.

grudzień 1970