***
złodziej nadziei, ponury świt
papierosa gdyby chociaż zatlił:
słońce wetknął między chmur wargi,
tobym zgodziła się; niech drwi
z krwi na darmo leżącej na wznak,
smutnej niczym wczesnoranny asfalt
zakazanej szosy lub tafla
chronionego akwenu, jak
odstawiony bilardowy stół;
lecz on sobie niczego nie robi
ze sprzeciwu i znów przynosi
przepełniony rozpaczy wór
