Zmierzch łagodnie rozsupłał

Zmierzch łagodnie rozsupłał mózgu ciasny węzeł -
Blask zapalanej lampy jakby uciął ręce

Mrozu, które przez szybę rosły serce macać-
Kryształ krwi się roztopił, pękła limfy szklanka

I rdza szronu spłynęła; czy może ściekła.
Łza, nareszcie łaskawa. I w końcu śmierć, wściekła

Suka przywarowała w nogach łóżka, chłodnym
Nosem póty tykając sterczących spod kołdry

Stóp, póki nie schowałam.- I dopiero wtedy
Mogłam zacząć się bać; bo nie tamtej już śmierci

Bezimiennej jak tyle kundli przy śmietnikach,
Co się już na chodniku na wznak rozwaliła

Iskając sobie gołe podbrzusze; ja mogłam
Każdy swój lęk szczególny imiennie wywołać

Z rejestru snów, dziennika jawy, katalogu
Czytelni, z Almanachu Gotajskiego, szkolnych

Wypisów lub z zarysu psychoanalizy,
Z historii świętej Kingi, z pism pornograficznych

-inwentarza pamięci... i tylko się strzegłam,
By przypadkiem nie wyrzec Twojego imienia.

8 III 1971