Ballada obsceniczna

Panu Witoldowi Niedźwieckiemu

Czarna i czerni wierna ta gwiazda włochata
Piżmowym światłem Solą jest mu w oku węchu
Słony kręgosłup bólu gdy zwinięty w embrion
Językiem wejścia maca

Perszeron pożądania rozdęty przez głodne
Mleko kopytem bije Lecz nagle się waha
Zdjęty w siodle mądrością i już z konia zsiada
Bohater co był koniem

Ślepa różdżka instynktu powoduje koniem
Kiedy ogon kurz z rynku Brukseli już zmiata
Tknięta bezmyślną wargą pożądania gwiazda
Już zaczyna różowieć

I nagle grząska róża pół konia pochłania
A bohater zażywa szczęścia gdy spokojny
Może - już od wnoszenia próśb do męstwa wolny
Siąść Belgii na kolanach

1968