Chichot

W trawie śniegu zielone oczy śnieżnych zwierząt,
o których tylko tyle
wiemy, że nas już jedzą.

Kluczą głody ruchome ich, a to są nasze
śmierci postępujące
z dna wnętrzności do czaszek.

Ciągną kity za sobą jak kiedyś gałązkę
jodły my ciągneliśmy,
aby zmylić pogonie.

I daremnie za tropem ich chce iść nasz ślepy
instynkt samoobrony
- to je musi rozśmieszać,

bo wciąż w zachłystującym się drapieżną śliną
szczekaniu ich słyszymy
- choć nieumyślny - chichot.