Ekloga

Śnieg wyrósł w nocy: ubogi poranek
świeżą purpurą jarzy się obficie.

Aż do najdalszej granicy poranka
idziemy brodząc w nim po pas, jak w życie.

Wreszcie, z podwietrznej strony zaspy, w jamie,
co na szerokość dwu ciał jest wybrana

wzrok nasz zastaje parę zakochanych,
gdy on w nią miłość sieje - oziminę.

Na zmarzłych twarzach już czujemy ciepły
blask ich nagości, który topi śniegi.

I będzie wiosna wtedy, kiedy krzyk
narodzonego zbudzi zmarzłe ptaki.