Koniec pieśni

Panu Bogusławowi Kiercowi

Znów północ Lecz poemat skończony I kropka
Lub nie Sprawdzi się - czy posłuży Uwydatni
I cóż Znowu w cieniu pewnej róży
Śmierci - różyczka szczęścia co małe ale własne.

I autor już powoli dopija herbaty
Papierosa dopala mniej chciwie z większym smakiem
Otwiera okno Wietrzy Przebiera się w piżamę
Iż pora to poważna i wypada spać.

O tak I bardzo mądrze
Na brzuchu najpobożniej i zdrowo na żołądek
Zwłaszcza gdy męczą wzdęcia
Więc gasi światło i rozluźnia mięśnie.

I nie myśli już o rzeczach przykrych
Wszak poemat skończony Ogłosi za rok

Co
Nie może zasnąć?

"Nie życząc sobie ziemskich karier
Stręczy sobie niebo bohater"

Nie śpi
By spać mógł ktoś

Lecz kłamie Szekspir o tej porze
Bo autor nie może spać.

O biedny Czyż naprawdę zazdrości bohaterowi
Że tak mu serce bije - aż dzwony w kościele świtu?
Już podniesienie słońca nad widnokrąg w oczy
Ale na darmo pilnie zaciska powieki

"Trzymając się kobiecej piersi
Nieba bohater jawnogrzeszy"

1969