Obłok

Już zielony mur roślin rośnie w poprzek krwi
wbrew nam, czyniąc dwa państwa w tym samym ustroju.
Jedno dominium nocy jest, w drugim dzień stoi.

Między nimi przez szparę w żywopłocie chodzi
czuły kurier zaimka na posyłki: ty,
przez zieloną granicę nosząc tajny gryps

wzruszenia, które ciągle nie umie być nowym
słowem jawnie wiszącym jeszcze innym słońcem
ponad granicą, słońcem tamtym i księżycem.

I choć wiemy, gdzie winno być podług wyliczeń
retoryki, nie wschodzi zza krawędzi mowy
a w przewidzianym miejscu nudny obłok stoi.