Pochodnie

Dłoń nieba, do niej nasze jawne mózgi lecą,
zwięzłe obłoki w piąstki zaciśniętych mózgów
już w tej dłoni rozległej siedzą jakby ciepło
tam właśnie było im.

Już chciwa próżnia w czaszkach naszymi ustami
wypuszcza niewidzialny język swego głodu
w mrowisko atmosfery, już pije tlen kwaśnej
muzyki zimnych sfer.

Już sfery wzięte w ścisłe klatki głów śpiewają
tak pobożnie, że nam się rozżarzają czaszki
i włosy zapalone na widomą chwałę
rozwiewa wierny wiatr.

1968