Początek poezji
Panu Julianowi Rogozińskiemu
Błędna przełęcz pomiędzy piersiami Atlantydy
Lub inny lecz trakt zawsze nie z mojego snu –
O, początek poezji swoimi chodzi drogami!
Wiem jeszcze więcej: oto, aby móc się bawić
Tym, iż nawet iskrzenia elektrycznych stóp
Nie słyszę, kierpce nosi splecione z włókien ciszy.
Oraz dłonie umyślnie wcisnął w rękawiczki,
Tak by odcisków palców nie węszył mój głód,
Choć na zewnętrznej stronie snu mogłyby być –
No bo czyż nie mógł dotknąć; potknąć się o kłącze
Żądzy, które niekiedy aż poza sen wyrasta?
Mniemam także, iż chłodny hełm ma na głowie, gdyż
Nie podpala mu włosów nawet rozpędzony
Promień jasnowidzenia. Dziewczęca wdzięczna maska -
Tak oto drogi chłopiec ze snu i ze mnie drwi.
Lecz wiem: poza tym nagi jest jak szczera róża
I gdybym był kobietą dawno miałbym w ustach.
1969, czerwiec, Zakopane, „Astoria"
