Próba poematu
Liść mojego mózgu smutnie zwisa
Z gałęzi jakże upalnego lipca
A po ścieżce jednej z żyłek
Nieznany robaczek idzie
Karaluch to czy też może tłusta
Słoniną nieba wdzięczna boża krówka
Mózg wie co czego ja nie wiem
Gdy pod drzewem lipca leżę
I śpię kiedy mózg łechtany ciągle
Zwielokrotnioną nóżką spać nie może
I kedy ja coraz głębiej
Śpię mózg widzi coraz szerzej
Już krajobraz poematu widzi
Oraz muzykę poematu słyszy
I nie boi się jak ja
Zapewne byłbym się bał
Widzi rzekę gdzie kobieta nago
Pynie jej ciało jest ciężarną barką
Oraz słyszy kataraktę
Która zniszczy ową barkę
I widzi inne jeszcze kobiety
Stosownie nagie gdyż sukienki zdjęły
Przed wstąpieniem w poematu
Obręb i jeszcze Kreator
Stoi a one ciągną zapałki
Aby kolejność miłości ustalić
I jak szachrują Lecz on
Skromnie oserwuje prąd
Rzeki i drewko ciskając liczy
Sekundy Ale oto szubienicy
Która z wolna za plecami
Rosła z ziarnka co zasiane
W innym wierszu jednak skiełkowało
Kobiecy cień go pieści w kark Kreator
Spuszcza głowę Śmieję się
Mózg kiedyś podnosi się
Twórcza męskość prosto do ust słońca
Lecz nagle z mózgu odpada biedronka
Czy karaluch Nie wie nikt
Bo ja budzę się mózg śpi
1969
